Już od dłuższego czasu miałem
zamiar napisać post o stanie rosyjskiej gospodarki po konflikcie na
Krymie i wojnie gospodarczej z Unią Europejską oraz Stanami
Zjednoczonymi. Skutecznie zmobilizowały mnie do tego artykuły
masowo umieszczane na bardzo poczytnych portalach finansowych.
Od 19 września na wschodzie Ukrainy
obowiązuje zawieszenie broni. Zarówno strona rosyjska jak i
ukraińska zobowiązały się do utworzenia 30 kilometrowej strofy
buforowej oraz zaprzestanie działań zbrojnych. Mimo to w rejonie
Donbasu wciąż dochodzi do starć.
Efektem działań zbrojnych było nie
tylko zajęcie wschodniej części Ukrainy przez separatystów, ale
również początek wojny na sankcje między Rosją a Zachodem
(UE/USA). Ograniczenie 5 największym rosyjskim bankom (Sbierbank,
Rossielchozbank, WTB, Gazprombank i WEB) dostęp do europejskiego
rynku kapitałowego. Zakaz dostaw maszyn i urządzeń oraz wybranych
technologii dla sektora naftowego, dostaw broni i sprzętu
wojskowego. To tylko niektóre z sankcji nałożonych na Rosję.
Putin dopowiedział wprowadzeniem embarga na produkty rolno-spożywcze
pochodzące z UE.
Jeszcze przed nałożeniem sankcji
doszło do obniżenia ratingu wiarygodności kredytowej Rosji przez
Fitch ze stabilnej na negatywną, a przez Standard&Poor’s z
poziomu BBB do BBB-, czyli najniższego stopnia klasy inwestycyjnej.
Co bezpośrednio przełożyło się na odpływ kapitału z Rosji . W
I półroczu odpływ ten wyniósł 74,6 mld USD i był wyższy niż w
całym roku 2013 (62,7 mld USD). Prognozuje się, że do końca br.
może on znacznie przekroczyć 100 mld USD.
Już od początku konfliktu można było
zauważyć reakcje inwestorów. Na pierwszy plan wysuwa się mocne
obsunięcie głównego indeksu moskiewskiej giełdy RTS.
Zagrożenie konfliktem spowodowało, że
rosyjskie 10 latki osiągnęły poziom niemal 10%.
A rubel był i jest nadal przeceniany w
stosunku do głównych walut. Kurs dolara zbliża się do 40 rubli, a
euro oscyluje w okolicach 50 rubli.
Bank Centralny wstrzymuje się z
interwencjami, jednak systematyczny spadek wartości rubla powoduje
destabilizacje całego systemu finansowego. Rośnie dług wewnętrzny,
inflacja (wykres poniżej) i odpływa kapitał zagraniczny (o czym
pisałem powyżej).
Nie pomaga również rynek.
Najważniejsze zasoby naturalne dla Rosji czyli ropa i gaz są
przeceniane od początku konfliktu lub ich wyraźna przecena zaczęła
się w trakcie jego trwania.
Nie trzeba być specjalistą, żeby z
powyższych wykresów wyczytać, że rosyjska gospodarka nie radzi
sobie najlepiej. Galopująca inflacja, spadek wartości rubla, odpływ
kapitału zagranicznego i ograniczenie dostępu do towarów
pochodzących z UE psują nastroje Rosjan. To bezpośredni przekłada
się na poparcie i akceptacje polityki Putina. Już teraz 37 proc. z
nich uważa, że interesy jednostki są ważniejsze od interesów
państwa.
Niestety konflikt na Krymie dał się
również we znaki inwestorom z warszawskiego parkietu. Sam lizałem
rany, ale też starałem się wykorzystać spadki do zakupów. Mam
nadzieje, że każdy z nas wyciągnie z tego odpowiednią lekcje, a
podobne sytuacje nie zagrożą naszym portfelom i naszemu
bezpieczeństwu.
Ps. Podczas pisania posta staram się
śledzić sytuacje na Wall Street i niestety nie jest ona najlepsza.
Wydaje mi się, że to może być dobry pomysł na kolejny post.
źródła:
www.stooq.pl
www.pexels.com
www.tradingeconomics.com


.png)







